Długo minęło zanim dotarły do mnie słowa Avalone. Że ona kocha Rogersa tak? O bracie... Ubrałam się w ten pieprzony kombinezon, żeby Fury się nie pluł. Wyszłam z pokoju i przeszłam do pomieszczenia, gdzie byli już wszyscy Avengersi.
- Więc mamy Lokiego. Wypowiedział nam wojnę, dlatego musimy być zwarci i gotowi. Może w każdej chwili zaatakować. Wielkie dzięki dla bliźniaczek, które nam znacznie pomogły w pracy. - mówił Fury.
- Chcemy podwyżkę. - odezwałam się.
- Słucham? - zdziwił się Murzyn.
- Nie pomogłyśmy wam w pracy, tylko odwaliłyśmy znaczną część. Jaisnavi opracowała na jakiej zasadzie pracuje ta dzida tego czuba, jak można ją wykorzystać przeciwko niemu itp., a ja znalazłam Lokiego i obmyśliłam plan działania. - powiedziała Avalone.
- A co robiła reszta ekipy? - spytał Nicolas.
- Stark jadł borówki i zeżarł wszystkie! - powiedziałam oburzona.
- Banner obserwował, jak co się robi. - dodała Ava.
- Barton siedział na strychu. - mruknęłam.
- Harry siedział w pokoju. - Ava.
- Zayn opracowywał nowe sposoby ataku swoimi mocami. - ja.
- Rogers rozwalał worki. - Ava.
- Thora gdzieś wcięło. -ja.
- A co z agentką Romanov nikt nie wie. - Ava.
Zaczęliśmy się szykować. Chwilę później znaleźliśmy się w Stark Tower. Loki już tu był. W ułamku sekundy wszyscy zaczęli się bić. Nie pamiętam nic z tej bitwy. Ostatnie co pamiętam to upadłam.
- Jai, obudź się do cholery. - usłyszałam klnięcie.
- Zayn! - pisnęłam unosząc się.
- Zadziałało! - krzyknął i mnie przytulił.
- Co zadziałało? - spytałam.
- Moja nowa moc. - cmoknął mnie w czoło. - Jak się czujesz?
- Nigdy nie czułam się lepiej. - uśmiechnęłam się. - Idziemy walczyć.
- Masz siłę? - zdziwił się.
- Jasne! Chodź! - pociągnęłam go za rękę na dwór.
Pokonaliśmy kilku kosmitów, aż nagle zamurowało mnie.
- Brad?! - zdziwłam się.
- Hej skarbie. - uśmiechnął się krzywo.
- Myślałaś, że to zwykły chłopak czyż nie? Jaisnavi? Otóż nie! On zechciał pracować dla mnie... Z własnej woli. Rozumiesz to? Nie musiałem go zmuszać! Bradley, zgładź ją. Niech cierpi. - mówił Loki.
- Nie doczekanie twoje, Loki! - syknął Zayn.
Mulat użył na Bradzie toksyn i innych jego mocy, przez co umarł. Zaczął bić Lokiego, aż padł.
- Przesadziłeś. - warknęłam i sama zaczęłam się bić.
W końcu też padłam, a Loki zwiał. Dotknęłam dłoni Zayna i przekazałam mu resztki swojej energii życiowej.
- Uratowałaś mnie. - powiedział. - Jai...
- Jak jak ty mnie. - i padłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz