środa, 13 maja 2015

10. Kebab for life

*Avalone P.O.V*
Zobaczyłam jak Loki ucieka. Pobiegłam w jego stronę. 
- Dalej nie pobiegniesz.- mówię. Skierował w moją stronę swoją łaskę. Odrzuciłam ją moją mocą. 
- Nie ma mowy. Albo uczciwie walczymy albo skończę z tobą od razu.- mówię. 
- Cofni się Avalone. To jest bitwa między mną, a nim. Idź pomóc reszcie.- Thor
- Dobrze moja mała blondyneczko.- klepie go po ramieniu i teleportuje sie na ziemie. 
- Siemka.- usmiecham sie do Hulka i zaczynam bić sie z kosmitami. Przy mojej mocy jest do dosyc łatwe, ale kiedy kilku naraz zaczyna na mnie napierać robi się nieciekawie. Jeden z nich strzela we mnie, ale w ułamku sekundy pojawia się Rogers i zasłania mnie tarczą. 
- Nie musiałeś tego robić.- mowie szorstko.
- Musiałem. - odpowiada.
- Zostawcie kłótnie małżeńskie na pózniej. - Hawkeye. Odwrocilam się i znów zaczęłam kopać tyłki kosmitów. 
- Gdzie jest Jais?- pytam. 
- Nikt jej nie widział.- odpowiada Romanov. 
- Idę ja znaleźć.- oznajmiam
- Pewnie stchorzyła i uciekła.- Stark.
- Ostatnią rzeczą jaka mogłaby zrobic to ucieczka. - mowie i biegnę w stronę prostopadłej ulicy. Po drodze zmagam się z kilkoma kosmitami. Widzę Starka, który leci w stronę portalu i widzę Zayna i Jais leżących na ulicy. Kogo mam ratować? Biegnę w stronę Jaisnavi. Klękam obok jej ciała. 
- Jais.- szturcham ją. 
- Ona oddała za mnie życie.- Zayn. 
- Ona nie moze... JAIS OBUDŹ SIE!- krzycze. 
- To nie ma sensu.- Zayn. 
- MA! ONA NIE MOŻE UMRZEĆ!- w moich oczach pojawiają sie łzy. Przykładam jedną rękę do jej policzka, a drugą do rany na ramieniu. Koncentruje się, ale nic sie nie dzieje. 
- Jest już za późno. - Zayn. 
- Zamknij sie! Ona musi żyć!- jeszcze bardziej koncentruję się na organiźmie Jais. Nic sie nie dzieje. Zaczynam jeszcze bardziej płakać. Portal na niebie sie zamyka, a Stark spada na ziemie. 
- JAIS!!!- krzyczę i porażam ją prądem. Jej serce zaczyna bić, a ona otwiera oczy. 
- Przestań się drzeć. Pospać człowiekowi nie dadzą.- jęczy Jaisnavi. 
- Ty żyjesz.- mówię i przytulam siostrę. 
- Żyję, ale jakbyś mogła...- siostra odkrywa ranę na brzuchu. Przykładam do niej rękę i rana się goi. Moc Jais polega na przekazywaniu komuś swojej energi życiowej aby on mógł przeżyć. Moja polega na gojeniu ran. Nie potrafię przywrócić życia nawet swoim kosztem. 
- Ona żyje.- Zayn odetchnął z ulgą. 
- Zayn też jest zraniony. Możesz mu pomoc?- pyta Jaisnavi.
- Jasne.- usmiecham się do siostry. Chwytam rękę Zayna i wszystkie jego rany znikają. 
- Zajmij się nią pójdę poszukać reszty.- Mówię i biegnę na ulicę, na której zostawiłam resztę. 
- Widziałem fajną knajpkę niedaleko, mają pysznego kebaba, polecam.- Stark. 
- Ten jak zwykle o kebabie.- śmieję się. 
- Gdzie jest Steve?- spytała Nat.
- Nie wiem.- Thor. Skupiłam sie na otoczeniu. Steve był trzysta metrów dalej. Teleportowalam sie tam. Leżał na ziemi zraniony. 
- Ty idioto. - mowie do niego padam obok niego na kolana. 
- Tak to już powoli staje się moją specializacją.- Steve.
- Może zaboleć.- ostrzegam i wyjmuję z jego ramienia pocisk. Kładę rękę na ramieniu i rana zaczyna się goić. Steve otwiera zmęczone oczy. Ujmuję dłonią jego twarz i przejeżdżam kciukiem po policzku. Siniak, który na nim był od razu znika. 
- Dziękuję.- Steve
- To ja dziękuję. Uratowałeś mi życie.- ja
- Moim obowiązkiem jest ratowanie twojego życia. - Steve
- Idiota.- uśmiecham się.
- Wciąż się uczę.- Steve dźwignął sie na łokciach. 
- Leży idioto bo jestes wyczerpany!- ja
- Kiedy ja chciałem cos zrobić. Tylko moge nie byc w tym dobry.- Steve podniósł sie i musnął moje usta. Przedłużylam pocałunek. 
- Musimy nad tym popracować.- usmiecham się i opieram czoło o jego czoło.
- Praktyka czyni mistrza.- Steve podniósł sie z ziemi i poszliśmy sprawdzić co z resztą. 
- Steve idioto! Ty żyjesz!- Natasha. 
- Nie nazywaj mnie idiotą- Steve puścił mi oczko.
- Jesteś idiotą! - Nat
- Czy ktoś może zainteresować sie Tonym?- Stark nie miał na sobie juz zbroji i był ostro pokaleczony. Położyłam dłoń na jego głowie i wszystkie rany zaczęły znikać. 
- Dzieki Ava.- Stark.
- Spoko Tony.- Ja. 
- To co idziemy na kebaba?- pyta Jais, która właśnie przykuśtykała do nas. 
- Chodźmy.- usmiecham się. 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy