*Jaisnavi's P.O.V.*
- Latające puszki ssą. - powiedziałam.
- Przyzwyczaisz się. - mruknął Harry i ominął mnie.
- Mają fajne laboratoria, to trzeba przyznać... - powiedział Stark.
- Przyzwyczaisz się. - mruknął Harry i ominął mnie.
- Mają fajne laboratoria, to trzeba przyznać... - powiedział Stark.
- Przekupiłeś mnie. - zaśmiałam się, a Tony się zatrzymał.
- Co? Niemożliwe, że lubisz naukę! - zdziwił się.
- Mówisz do specjalistki w dziedzinie mutacji chemiczno-biologicznej. Miło mi. - uśmiechnęłam się fałszywie.
- Mutacja chemiczno-biologiczna? Wow. To jest coś... Od kiedy ty się tym zajmujesz? - podszedł do nas Banner.
- Odkąd odkryłam, że zmieniam się w kogo chcę, a nie tylko jedną postać. Później weszło jeszcze przechwytywanie informacji o osobniku, oraz zapamiętywanie jego umiejętności i zaczęłam bawić się chemikaliami. - wzruszyłam ramionami
- A Ava? - spytał Stark.
- Spec w dziedzinie informatyki i typowa z niej humanistka. - odparłam.
Banner ze Starkiem pokazali mi laboratorium. Było ogromne!
- Byłabyś w stanie opracować co konkretnie znajduje się w serum, które zmieniło Rogersa z zera w bohatera? - spytał Stark.
- Jeśli miałabym, albo serum, albo krew Rogersa. Nie umiecie tego zrobić? - zdziwiłam się siadając na blacie. Chwyciłam za paczkę z borówkami i zaczęłam je jeść. - Borówkę?
- Daj to. Właśnie problem jest w tym, że nie mamy serum, a krew Rogersa zamaskowała je, albo serum już wyparowało. - powiedział Banner.
- Ale z was cioty. Wykryję to. - odparłam.
Przyszedł Rogers jak na zawołanie.
- Znów robicie ze mnie królika doświadczalnego? - spytał.
- Jaisnavi wykryje co to było za serum. Jedynie co podejrzewamy, to to, że mogło zawierać jakiś procent sześcianu. - powiedział Banner.
- Tesserakt? Wow. Chodź Steve. - Wzięłam potrzebne mi ręce.
- Woah! Czekaj! Co ty chcesz zrobić? - spytał
- Pobiorę ci trochę krwi, nic więcej. - Ukułam go w odpowiednim miejscu i czekałam aż probówka zaleje się krwią Rogersa.
Wylałam trochę na szkiełko i zajrzałam pod mikroskop. Czysta krew.
- Kto przeprowadził na tobie te badania? - spytałam.
- No jasne! Przechwytujesz umiejętności i informacje o osobniku! - wykrzyknął Banner.
- Po co wam to jego serum? - zadałam następne pytanie.
- Myślimy, że Loki ma to serum w tej jego lasce. Na pewno ma tesserakt, ale sam tesserakt nie może zmienić kogoś w mięśniaka. - Stark.
- Nie wiem na jakiego chuja wam to, ale okay. - zaczęłam opracowywać wszystko po kolei.
Wyniki dałam im.
- Serum zmutowało komórki Rogersa, dlatego, hm... Urósł. Tak. W serum znajduje się odrobina tesseraktu, ale na prawdę to malutki procent, bo zaledwie 0.127%. To praktycznie nic, a powiem tak. Jeszcze 0.003% tesseraktu a byś martwy. W kijku Lokiego jest 89% mocy tesseraktu. Wystarczająco dużo, żeby kogoś zabić, sprawić, by wyparował... 100% zawiera sam sześcian i jeśli Loki go posiądzie, może zlikwidować całą kulę ziemską. Proste i logiczne, chłopcy. - wyszłam z laboratorium.
Przeteleportowałam się na jakiś plac w Londynie. Było dużo ludzi, dlatego łatwiej było mi się ukryć. Upadłam.
- Cholera! - przeklęłam.
- Przepraszam cię... Nic ci nie jest? - jakiś szatyn wyciągnął do mnie rękę
- Nic. - odparłam.
- Jestem Brad. - uśmiechnął się do mnie.
- Jai. - odparłam.
- Dasz się zaprosić na shake'a w ramach przeprosin? - spytał.
- Nie. Muszę iść. - wyminęłam go, ale chwycił mnie za rękę
- Może jednak? Wiem, że się nie spieszysz. - powiedział.
- W porządku. - mruknęłam.
Poszliśmy z Bradem do Milkshake City. Na prawdę miło mi zleciał dzień, ale czas było wracać. Pożegnałam się z nowo poznanym kolegą i wróciłam do latającej siedziby T.A.R.C.Z.Y. Weszłam do pokoju. Avalone leżała na łóżku i czytała książkę.
- Nie ufam mu. - powiedziała nie odrywając wzroku od książki?
- Jakiemuś bohaterowi z książki? - zdziwiłam się.
- Nie. Bradowi. Chce ciebie tylko wyruchać i rzucić. - odparła.
- Szpiegowałaś mnie?! - wykrzyknęłam.
- Zniknęłaś, to chciałam sprawdzić co się z tobą dzieje... - mruknęła.
- Kto ci to powiedział? - spytałam. - Bo nie sądzę, że miałaś tak podzielną uwagę, skoro byłaś na treningu z Bartonem.
- Zayn cię szukał, a Steve tylko powiedział, że wyszłaś z laboratorium. - wzruszyła ramionami. - Jak już mówiłam. Nie ufam Bradowi i ty też nie powinnaś.
- A komu powinnam ufać? Tak oprócz ciebie. Komu, Avalone? - spytałam. - Rodzicom? Przyjaciołom? Czekaj! Oprócz siebie nikogo nie mamy.
- Zaynowi, chociażby...
Wyniki dałam im.
- Serum zmutowało komórki Rogersa, dlatego, hm... Urósł. Tak. W serum znajduje się odrobina tesseraktu, ale na prawdę to malutki procent, bo zaledwie 0.127%. To praktycznie nic, a powiem tak. Jeszcze 0.003% tesseraktu a byś martwy. W kijku Lokiego jest 89% mocy tesseraktu. Wystarczająco dużo, żeby kogoś zabić, sprawić, by wyparował... 100% zawiera sam sześcian i jeśli Loki go posiądzie, może zlikwidować całą kulę ziemską. Proste i logiczne, chłopcy. - wyszłam z laboratorium.
Przeteleportowałam się na jakiś plac w Londynie. Było dużo ludzi, dlatego łatwiej było mi się ukryć. Upadłam.
- Cholera! - przeklęłam.
- Przepraszam cię... Nic ci nie jest? - jakiś szatyn wyciągnął do mnie rękę
- Nic. - odparłam.
- Jestem Brad. - uśmiechnął się do mnie.
- Jai. - odparłam.
- Dasz się zaprosić na shake'a w ramach przeprosin? - spytał.
- Nie. Muszę iść. - wyminęłam go, ale chwycił mnie za rękę
- Może jednak? Wiem, że się nie spieszysz. - powiedział.
- W porządku. - mruknęłam.
Poszliśmy z Bradem do Milkshake City. Na prawdę miło mi zleciał dzień, ale czas było wracać. Pożegnałam się z nowo poznanym kolegą i wróciłam do latającej siedziby T.A.R.C.Z.Y. Weszłam do pokoju. Avalone leżała na łóżku i czytała książkę.
- Nie ufam mu. - powiedziała nie odrywając wzroku od książki?
- Jakiemuś bohaterowi z książki? - zdziwiłam się.
- Nie. Bradowi. Chce ciebie tylko wyruchać i rzucić. - odparła.
- Szpiegowałaś mnie?! - wykrzyknęłam.
- Zniknęłaś, to chciałam sprawdzić co się z tobą dzieje... - mruknęła.
- Kto ci to powiedział? - spytałam. - Bo nie sądzę, że miałaś tak podzielną uwagę, skoro byłaś na treningu z Bartonem.
- Zayn cię szukał, a Steve tylko powiedział, że wyszłaś z laboratorium. - wzruszyła ramionami. - Jak już mówiłam. Nie ufam Bradowi i ty też nie powinnaś.
- A komu powinnam ufać? Tak oprócz ciebie. Komu, Avalone? - spytałam. - Rodzicom? Przyjaciołom? Czekaj! Oprócz siebie nikogo nie mamy.
- Zaynowi, chociażby...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz