Zobaczyłam jak Loki ucieka. Pobiegłam w jego stronę.
- Dalej nie pobiegniesz.- mówię. Skierował w moją stronę swoją łaskę. Odrzuciłam ją moją mocą.
- Nie ma mowy. Albo uczciwie walczymy albo skończę z tobą od razu.- mówię.
- Cofni się Avalone. To jest bitwa między mną, a nim. Idź pomóc reszcie.- Thor
- Dobrze moja mała blondyneczko.- klepie go po ramieniu i teleportuje sie na ziemie.
- Siemka.- usmiecham sie do Hulka i zaczynam bić sie z kosmitami. Przy mojej mocy jest do dosyc łatwe, ale kiedy kilku naraz zaczyna na mnie napierać robi się nieciekawie. Jeden z nich strzela we mnie, ale w ułamku sekundy pojawia się Rogers i zasłania mnie tarczą.
- Nie musiałeś tego robić.- mowie szorstko.
- Musiałem. - odpowiada.
- Zostawcie kłótnie małżeńskie na pózniej. - Hawkeye. Odwrocilam się i znów zaczęłam kopać tyłki kosmitów.
- Gdzie jest Jais?- pytam.
- Nikt jej nie widział.- odpowiada Romanov.
- Idę ja znaleźć.- oznajmiam
- Pewnie stchorzyła i uciekła.- Stark.
- Ostatnią rzeczą jaka mogłaby zrobic to ucieczka. - mowie i biegnę w stronę prostopadłej ulicy. Po drodze zmagam się z kilkoma kosmitami. Widzę Starka, który leci w stronę portalu i widzę Zayna i Jais leżących na ulicy. Kogo mam ratować? Biegnę w stronę Jaisnavi. Klękam obok jej ciała.
- Jais.- szturcham ją.
- Ona oddała za mnie życie.- Zayn.
- Ona nie moze... JAIS OBUDŹ SIE!- krzycze.
- To nie ma sensu.- Zayn.
- MA! ONA NIE MOŻE UMRZEĆ!- w moich oczach pojawiają sie łzy. Przykładam jedną rękę do jej policzka, a drugą do rany na ramieniu. Koncentruje się, ale nic sie nie dzieje.
- Jest już za późno. - Zayn.
- Zamknij sie! Ona musi żyć!- jeszcze bardziej koncentruję się na organiźmie Jais. Nic sie nie dzieje. Zaczynam jeszcze bardziej płakać. Portal na niebie sie zamyka, a Stark spada na ziemie.
- JAIS!!!- krzyczę i porażam ją prądem. Jej serce zaczyna bić, a ona otwiera oczy.
- Przestań się drzeć. Pospać człowiekowi nie dadzą.- jęczy Jaisnavi.
- Ty żyjesz.- mówię i przytulam siostrę.
- Żyję, ale jakbyś mogła...- siostra odkrywa ranę na brzuchu. Przykładam do niej rękę i rana się goi. Moc Jais polega na przekazywaniu komuś swojej energi życiowej aby on mógł przeżyć. Moja polega na gojeniu ran. Nie potrafię przywrócić życia nawet swoim kosztem.
- Ona żyje.- Zayn odetchnął z ulgą.
- Zayn też jest zraniony. Możesz mu pomoc?- pyta Jaisnavi.
- Jasne.- usmiecham się do siostry. Chwytam rękę Zayna i wszystkie jego rany znikają.
- Zajmij się nią pójdę poszukać reszty.- Mówię i biegnę na ulicę, na której zostawiłam resztę.
- Widziałem fajną knajpkę niedaleko, mają pysznego kebaba, polecam.- Stark.
- Ten jak zwykle o kebabie.- śmieję się.
- Gdzie jest Steve?- spytała Nat.
- Nie wiem.- Thor. Skupiłam sie na otoczeniu. Steve był trzysta metrów dalej. Teleportowalam sie tam. Leżał na ziemi zraniony.
- Ty idioto. - mowie do niego padam obok niego na kolana.
- Tak to już powoli staje się moją specializacją.- Steve.
- Może zaboleć.- ostrzegam i wyjmuję z jego ramienia pocisk. Kładę rękę na ramieniu i rana zaczyna się goić. Steve otwiera zmęczone oczy. Ujmuję dłonią jego twarz i przejeżdżam kciukiem po policzku. Siniak, który na nim był od razu znika.
- Dziękuję.- Steve
- To ja dziękuję. Uratowałeś mi życie.- ja
- Moim obowiązkiem jest ratowanie twojego życia. - Steve
- Idiota.- uśmiecham się.
- Wciąż się uczę.- Steve dźwignął sie na łokciach.
- Leży idioto bo jestes wyczerpany!- ja
- Kiedy ja chciałem cos zrobić. Tylko moge nie byc w tym dobry.- Steve podniósł sie i musnął moje usta. Przedłużylam pocałunek.
- Musimy nad tym popracować.- usmiecham się i opieram czoło o jego czoło.
- Praktyka czyni mistrza.- Steve podniósł sie z ziemi i poszliśmy sprawdzić co z resztą.
- Steve idioto! Ty żyjesz!- Natasha.
- Nie nazywaj mnie idiotą- Steve puścił mi oczko.
- Jesteś idiotą! - Nat
- Czy ktoś może zainteresować sie Tonym?- Stark nie miał na sobie juz zbroji i był ostro pokaleczony. Położyłam dłoń na jego głowie i wszystkie rany zaczęły znikać.
- Dzieki Ava.- Stark.
- Spoko Tony.- Ja.
- To co idziemy na kebaba?- pyta Jais, która właśnie przykuśtykała do nas.
- Chodźmy.- usmiecham się.