Nie czułam się dobrze w latającej puszce. Jednak kiedy Jais wygadała się o moich zdolnościach informatycznych zaprzęgli mnie do pracy z Bannerem nad algorytmem, który naprowadzał nas na sześcian. Szłam korytarzem do laboratorium, w którym pracował Banner. Usłyszałam jakieś głosy. Zrobiłam się niewidzialna i podeszłam bliżej żeby lepiej słyszeć. To był Steve i Natasha.
- Co jest między tobą i Avalone?- spytała
- Coś co nie powinno cię obchodzić. - Steve.
- A jednak mnie obchodzi. - Natasha
- Nie powinno.- Rogers
- Przestań Steve. Ona jest zwykłą gówniarą. Ile ty masz lat?- pyta
- Dla niej się to nie liczy. - powiedział Steve najwyraźniej zdenerwowany.
- Ale kiedyś zacznie i co wtedy? - Natasha.
- Nic. Życie będzie leciało dalej. - Steve.
- Steve. Nie możesz nic do niej czuć. - Romanov
- A jednak, a co zazdrosna?- Warknął Rogers.
- Dobrze wiesz, że nie. Martwię się. - Natasha
- To idź martw się o własne życie. - powiedział jeszcze bardziej wkurzony. Adrenalina mu się podniosła, a serce waliło mu bardzo szybko.
- Tak zrobię! - Natasha wkurzona poszła w drugą stronę korytarza. Podeszłam do Steve nadal będąc niewidzialna.
- No już. Pokaż się. Wiem, że tu jesteś. - powiedział spokojnie i się uśmiechnął. Stałam się widzialna.
- Cześć.- uśmiecham się.
- Jak długo tu stałaś?- spytał.
- Wystarczająco długo. - odpowiadam i kładę dłoń na jego klatce piersiowej uspokajając jego serce. Spojrzał na moją dłoń. Swoją położył na moją i wziął ją z klatki piersiowej.
- Nie rób tego więcej. - Steve.
- Chciałam tylko pomóc. - mówię.
- Musisz już iść. - powiedział. Zabolało.
- Tak. Masz rację. - odpowiadam obojętnie i odchodzę.
- Ava. - Steve. W moich oczach są już łzy. Odwracam się.
- Co?- pytam.
- To nie miało tak być.- Rogers
- Ale tak jest i to przez ciebie. - mówię i odchodzę. Idę prosto do laboratorium Bannera. Zamykam drzwi za sobą. To boli. Bardzo. Dlaczego pozwoliłam sobie dla niego upaść? Przez 19 lat żyłam sama. Bez nikogo, a teraz? Teraz jak już okazałam jakieś uczucie to nagle wszystko się zjebało.
- Wszystko w porządku? - spytał Banner.
- Tak. Ja tylko źle się poczułam. - mówię i podchodzę do dotykowego ekranu. Ocieram kilka łez i włączam program.
- No więc co do algorytmu...- Banner.
- Nic nie mów. Daj się skupić człowiekowi bo swoich myśli nie słyszę. - powiedziałam.. Po piętnastu minutach mam gotowy algorytm.
- Coś jeszcze?- pytam. Banner podchodzi do komputera.
- Jak ty to?- Banner.
- Wystarczy się skupić i mieć odpowiedni zasób wiedzy. - Rzuciłam i teleportowałam się na salę treningów. Założylam rękawice i zaczęłam walić w worek dziesięć razy większy odemnie.
- Znów się tu spotykamy.- Harry.
- Najwidoczniej oboje cierpimy na bezsenność i lubimy sie bić.- warczę nadal waląc w worek.
- Co ci zrobił ten worek? Walisz w niego jakby conajmniej zabił ci rodziców. Cieszę się, że nie jestem na jego miejscu.- Harry pokręcił głową.
- Sorry, ale nie mam nastroju na żarty.- powiedziałam i walnęłam w worek tak mocno iż zerwała się metalowa uprząż trymająca worek w powietrzu i spadł na ziemię.
- Coś się stało?- pyta brunet.
- Mam ochotę iść do jakiegoś baru i się uchlać, ale ja się nie mogę uchlać. Poza tym kogo obchodzi co ja chce? Mam po prostu robić co każą.- narzekam
- Tak. Życie jest do dupy. Zabijmy się wszyscy.- Harry.
- Przepraszam. Ostatnio zbyt często zdarza mi się wybuchać gniewem. Mam tylko nadzieję, że któregoś razu nie zmienię się w Hulka jak Banner.- śmieję się.
- To byłoby ciekawe doświadczenie.- przyznaje Harry.
- Czasem to lubię. Wiesz te moce. Bycie superbohaterem, ale jest taki czas kiedy mam ochotę usiąść w kącie i płakać. - ja
- Avalone płakać? No chciałbym to zobaczyć.- Harry.
- Juz raz dzisiaj płakałam. Wystarczy na kolejny rok.- ja
- Dlaczego płakałaś?- Harry
- Oficialna wersja jest taka, że kroiłam cebulę.- ja
- A nieoficjalna? - Harry
- Nieoficialną znam tylko ja.-' i Steve' dodałam w domyśle.
- Nie będę naciskał, ale jak będziesz chciała porozmawiać o tej cebuli wiesz gdzie mnie szukać.- Harry.
- Dzięki.- rzucam i wychodzę z sali. Idę korytarzem przed siebie. Dochodzę do drzwi Starka. Pukam i wchodzę. Stark leżał na imitacji łóżka i spał. Szturchnęłam go butem.
- Czego chcesz Ava?- spytał wpół śpiąc.
- Potrzebuję z kimś porozmawiać.- ja
- Nie możesz iść do swojego klona? - Tony.
- Ona nie zrozumie.- mówię.
- Wal się i pozwól mi spać.- Stark wyrzucił mnie ze swojego pokoju. Wróciłam do pokoju mojego i siostry. Szturchnęłam Jais
- Możemy pogadać?- pytam
- Tak teraz? - pyta śpiąc.
- Tak.- ja
- Mhym.- Siostra. Uznałam to za tak.
- Ja chyba kocham Rogersa.- mówię.
- Oh cudownie. Wyprawiam wam ślub w Białym Domu.- mruknęła pod nosem i przekręciła się na drugi bok mocniej zakrywającą kołdrą. Położyłam się na swoim łóżku. Zamknęłam oczy. Jeden oddech, drugi oddech, trzeci, czwarty, piąty, szósty, siódmy, ósmy, dziewiąty, a gdzie jest dziesiąty? Nie ma dziesiątego oddechu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz