piątek, 8 maja 2015

5. Cheers for that!

*Siedziba T.A.R.C.Z.Y*Jaisnavi's P.O.V*
Avalone po raz kolejny noc spędziła na hali treningowej. Stwierdziłam, że nie będę bezczynnie tu sama siedzieć. Zdecydowałam się wybić na miasto. Wyszłam z pokoju. Stałam się niewidzialna. Zauważyłam, że idzie Zayn, dlatego schowałam się za ścianą.
- To, że cię nie widzę, nie oznacza, że nie słyszę twojego oddechu i nierównego bicia serca. Denerwujesz się, huh panno Williams? Gdzie zgubiłaś Avalone? - stanął niedaleko mnie.
- Skąd wiedziałeś, że to ja? - stałam się widzialna.
- Bo Ava nie pieprzyła by się, tylko po prostu trzasnęła drzwiami i wyszła. Gdzie się wybierasz? - uśmiechnął się.
- Z dala od tego gówna. - odparłam.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że to lata? - prychnął.
- Masz lęk wysokości? - spytałam.
- Nie? - zdziwił się.
- To chodź. - pociągnęłam go za rękę. - Więc jesteśmy na pasie startowym. Stąd wylatują i lądują samoloty.
- Polecimy samolotem? - wytrzeszczył oczy.
- Pojebało? Nie zamknę się w tej latającej puszce z tobą. - machnęłam ręką. - Bycie kameleonem ma jedną zaletę. Umiesz latać! Nie no żartuję. Moja moc jest wykurwista na maksa i jest zajebista i ma wiele pieprzonych zalet. 
- Dużo przeklinasz. - zauważył.
- Powtórz to jeszcze raz z tym swoim brytyjskim akcentem. - zaśmiałam się.
- No weź. Śmiejesz się, a sama z Anglii jesteś. - prychnął.
- To lecisz ze mną, czy nie? - spytałam.
- Jak zginę, to ci dokopię jak do mnie dołączysz do tamtego świata. - przytulił się do mnie mocno ściskając moje ciało.
- Jasne, histeryku. - zaśmiałam się. 
Użyłam mocy Avalone i przeteleportowałam nas na jakąś ulicę Nowego Jorku. Zayn nadal mocno mnie obejmował.
- Możesz mnie puścić. - zaśmiałam się.
- Wow. Już jesteśmy. - rozejrzał się.
- Magia. - odparłam. - To gdzie chcesz iść?
- Oddaję się w twoje ręce. - powiedział.
- Jakiś ty szalony. - zaśmiałam się. - Chodź.
Przeteleportowałam nas na dach jakiegoś drapacza. Położyłam się i spojrzałam na swojego towarzysza.
- Kładziesz się, czy będziesz stał jak taki debil? - spytałam.
Bez słowa ułożył się blisko mnie.
- Lubię patrzeć w gwiazdy. Wtedy czuję się wolna. Jakbym była zależna tylko i wyłącznie od siebie. I... Jakby nikt nie mógł mi nic zrobić. Po prostu jestem sama ze swoimi myślami... - uśmiechnęłam się patrząc przed siebie.
- Często tak pojawiasz się i znikasz na dachach? - spytał.
- Zawsze jak, któraś z nas miała jakiś problem uciekałyśmy na dach. Wtedy najłatwiej jest pomyśleć, przemyśleć różne rzeczy... Ja czasem częściej uciekałam na jakiś dach. Lubię patrzeć w gwiazdy. - odpowiedziałam.
- Są piękne, ale ja widziałem coś ładniejszego. - mruknął.
- Co? - spojrzałam na niego. On także patrzał na mnie. - Nie mów, że ja. Błagam cię.
- Szlag. Co by tu... Zachód słońca? - uśmiechnął się.
- Świetnie! Kiedyś mi pokażesz. - odparłam.
- Mam dziewczynę, Jaisnavi. - zaśmiał się.
- Wow... - westchnęłam. - I co ja mam z tym wspólnego?
- Zapraszasz mnie na zachód słońca. A właściwie, to chcesz, żebym ja cię zaprosił. - odpowiedział.
- Skoro masz dziewczynę to czemu chciałeś ze mną tu przyjść? - spytałam.
- Bo cię lubię.
- Ale masz dziewczynę.
- Strasznie mnie wkurwia ten fakt.
- Pogubiłam się.
- No nie?
- Jesteś zbyt skomplikowany. Zmieńmy temat.
Chłopak zastanawiał się chwilę, ale jednak po chwili odpuścił i już nic nie mówił. Jego telefon zadzwonił. Przeklął pod nosem i wstał. Odszedł spory kawałek zostawiając mnie samą. Był wściekły. Czułam to. Takie życie mutanta. Czujemy bardziej niż inni. Krzyczał, a nawet wrzeszczał, choć nie chciał. Dzięki swoim niezwykłym zdolnościom podsłuchałam rozmowę. Rozmawiał ze swoją dziewczyną. O wilku mowa...  O cholera, zerwał z nią. Auć. Wrócił. Podniosłam się i spojrzałam na niego.
- Chodźmy się napić. - podciągnął mnie. - Nachlejemy się do granic możliwości, a później zrobimy coś szalonego.
- Co szalonego? - spytałam.
- Nie wiem! Pójdziemy nago pływać w jakimś jeziorze, czy basenie chociaż nie umiem pływać, albo zwiniemy zbroję Starka, albo wkurwimy Bannera, cokolwiek!
- Zayn, zwariowałeś. Lecimy!
Przeteleportowałam nas go jakiegoś klubu. Mutanci nie mogą się upić, więc piliśmy ile wlezie na konto Fury'ego. Wyszliśmy. Tak oto znaleźliśmy się w Stark Tower. Stanęliśmy za barem. Zayn przygotował drinki i wypiliśmy je duszkiem. Przyszła Pepper. Była zdziwiona widząc nas.
- Zayn? - spojrzała na Mulata. - Kim ona jest i co wy tu robicie do cholery o tej porze?
- Pepper, poznaj Jai, Jai poznaj Pepper. Przyszliśmy się napić i przynieść Starkowi jakąś zbroję. - odparł.
- Stark ma przy sobie zbroję. - odparła.
- Oj znasz go. Chciał jeszcze jedną, bo stwierdził, że się nudzi, to nas przysłał. - wzruszył ramionami.
- Zayn przecież, JARVIS działa na głos mój, lub Starka. Przykro mi, ale wam nie wierzę. - odparła. - Odejdźcie, proszę.
- Nie trzeba, Pepper. JARVIS, 2 zbroje, proszę. - zmieniłam się w Starka.
Na moim i Zayna ciele znalazły się 2 pancerze. Ekstra! To działa. Polecieliśmy. Pobawiliśmy się w mieście i wróciliśmy do bazy. Zdjęliśmy z siebie zbroje i weszliśmy do sypialni Starka
- Jak on słodko śpi... - zaśmiałam się.
- Trzymaj jeden marker. - rzucił mi pisak.
- Czas się stroić, Tony. - przygryzłam język.
Dorysowałam mu hitlerowski wąsik i jeszcze różne bohomazy na twarzy, Zayn zajął się tatuowaniem reszty ciała. Podobnie postąpiliśmy z resztą Avengersów prócz Avy. Nikt nie przeżyłby jej wybuchu...
Następnego dnia obudził mnie lekki ucisk na talii. Przekręciłam się i zobaczyłam Zayna tulącego się do mnie.
- Dobry, księżniczko. - cmoknął mnie w polik.
- Dobry, księżuniu. Gotów? - spytałam.
- Od urodzenia. - wstał.
Poszliśmy razem na śniadanie. Rozmawialiśmy, aż nagle weszliśmy na halę, gdzie byli zebrani wszyscy Avengersi. Zaczęliśmy się śmiać.
- Zayn! Jaisnavi! - wrzasnął Stark. - Wiem, że to wy! W dodatku zarąbaliście mi zbroje!
- Pozwolisz, że cię zacytuję: Nie bądź jeleń nie fikaj. Nie zarąbaliśmy ci ich, tylko pożyczyliśmy. Stoją w twoim pokoju w idealnym stanie. - odparłam.
- A co z moim kontem? Serio? Na minusie? Tak też się da? - spytał Fury.
- Najwyraźniej. Byliśmy strasznie spragnieni. - powiedział Zayn siadając na krześle.
- Super wąsiki. - zaśmiałam się
- Elo, co się dzieje? - wbiła moja bliźniaczka. - Co wy macie na tych ryjach?
- No co jak co, ale Jai jest świetną artystką. - zaśmiał się Zayn.
- Pjona, przyjacielu. - zaśmiałam się i przybiłam z nim high five.
- Gdyby nie fakt, że na was polują i jesteście cholernie potrzebne to nie wiem co wam bym zrobił. Jesteście nieobliczalne! - powiedział Fury.
- Przepraszam, powtórz jeszcze raz. Ten wąsik strasznie mnie rozprasza. - powiedziała Avalone.
- Musimy to kiedyś powtórzyć, ale dopiero wtedy kiedy Furyemu opadnie ciśnienie. - Szepnął mi na ucho Zayn.
- Masz to jak w banku. - opowiedziałam. - Na prawdę cię lubię, Zaynie Maliku. Jesteś godzien mojej uwagi. - dodałam cicho.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy