*Siedziba T.A.R.C.Z.Y*Jaisnavi's P.O.V*
Avalone po raz kolejny noc spędziła na hali treningowej. Stwierdziłam, że nie będę bezczynnie tu sama siedzieć. Zdecydowałam się wybić na miasto. Wyszłam z pokoju. Stałam się niewidzialna. Zauważyłam, że idzie Zayn, dlatego schowałam się za ścianą.
Avalone po raz kolejny noc spędziła na hali treningowej. Stwierdziłam, że nie będę bezczynnie tu sama siedzieć. Zdecydowałam się wybić na miasto. Wyszłam z pokoju. Stałam się niewidzialna. Zauważyłam, że idzie Zayn, dlatego schowałam się za ścianą.
- To, że cię nie widzę, nie oznacza, że nie słyszę twojego oddechu i nierównego bicia serca. Denerwujesz się, huh panno Williams? Gdzie zgubiłaś Avalone? - stanął niedaleko mnie.
- Skąd wiedziałeś, że to ja? - stałam się widzialna.
- Bo Ava nie pieprzyła by się, tylko po prostu trzasnęła drzwiami i wyszła. Gdzie się wybierasz? - uśmiechnął się.
- Z dala od tego gówna. - odparłam.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że to lata? - prychnął.
- Masz lęk wysokości? - spytałam.
- Nie? - zdziwił się.
- To chodź. - pociągnęłam go za rękę. - Więc jesteśmy na pasie startowym. Stąd wylatują i lądują samoloty.
- Polecimy samolotem? - wytrzeszczył oczy.
- Pojebało? Nie zamknę się w tej latającej puszce z tobą. - machnęłam ręką. - Bycie kameleonem ma jedną zaletę. Umiesz latać! Nie no żartuję. Moja moc jest wykurwista na maksa i jest zajebista i ma wiele pieprzonych zalet.
- Dużo przeklinasz. - zauważył.
- Powtórz to jeszcze raz z tym swoim brytyjskim akcentem. - zaśmiałam się.
- No weź. Śmiejesz się, a sama z Anglii jesteś. - prychnął.
- To lecisz ze mną, czy nie? - spytałam.
- Jak zginę, to ci dokopię jak do mnie dołączysz do tamtego świata. - przytulił się do mnie mocno ściskając moje ciało.
- Jasne, histeryku. - zaśmiałam się.
Użyłam mocy Avalone i przeteleportowałam nas na jakąś ulicę Nowego Jorku. Zayn nadal mocno mnie obejmował.
- Możesz mnie puścić. - zaśmiałam się.
- Wow. Już jesteśmy. - rozejrzał się.
- Magia. - odparłam. - To gdzie chcesz iść?
- Oddaję się w twoje ręce. - powiedział.
- Jakiś ty szalony. - zaśmiałam się. - Chodź.
Przeteleportowałam nas na dach jakiegoś drapacza. Położyłam się i spojrzałam na swojego towarzysza.
- Kładziesz się, czy będziesz stał jak taki debil? - spytałam.
Bez słowa ułożył się blisko mnie.
- Lubię patrzeć w gwiazdy. Wtedy czuję się wolna. Jakbym była zależna tylko i wyłącznie od siebie. I... Jakby nikt nie mógł mi nic zrobić. Po prostu jestem sama ze swoimi myślami... - uśmiechnęłam się patrząc przed siebie.
- Często tak pojawiasz się i znikasz na dachach? - spytał.
- Zawsze jak, któraś z nas miała jakiś problem uciekałyśmy na dach. Wtedy najłatwiej jest pomyśleć, przemyśleć różne rzeczy... Ja czasem częściej uciekałam na jakiś dach. Lubię patrzeć w gwiazdy. - odpowiedziałam.
- Są piękne, ale ja widziałem coś ładniejszego. - mruknął.
- Co? - spojrzałam na niego. On także patrzał na mnie. - Nie mów, że ja. Błagam cię.
- Szlag. Co by tu... Zachód słońca? - uśmiechnął się.
- Świetnie! Kiedyś mi pokażesz. - odparłam.
- Mam dziewczynę, Jaisnavi. - zaśmiał się.
- Wow... - westchnęłam. - I co ja mam z tym wspólnego?
- Zapraszasz mnie na zachód słońca. A właściwie, to chcesz, żebym ja cię zaprosił. - odpowiedział.
- Skoro masz dziewczynę to czemu chciałeś ze mną tu przyjść? - spytałam.
- Bo cię lubię.
- Ale masz dziewczynę.
- Strasznie mnie wkurwia ten fakt.
- Pogubiłam się.
- No nie?
- Jesteś zbyt skomplikowany. Zmieńmy temat.
Chłopak zastanawiał się chwilę, ale jednak po chwili odpuścił i już nic nie mówił. Jego telefon zadzwonił. Przeklął pod nosem i wstał. Odszedł spory kawałek zostawiając mnie samą. Był wściekły. Czułam to. Takie życie mutanta. Czujemy bardziej niż inni. Krzyczał, a nawet wrzeszczał, choć nie chciał. Dzięki swoim niezwykłym zdolnościom podsłuchałam rozmowę. Rozmawiał ze swoją dziewczyną. O wilku mowa... O cholera, zerwał z nią. Auć. Wrócił. Podniosłam się i spojrzałam na niego.
- Chodźmy się napić. - podciągnął mnie. - Nachlejemy się do granic możliwości, a później zrobimy coś szalonego.
- Co szalonego? - spytałam.
- Nie wiem! Pójdziemy nago pływać w jakimś jeziorze, czy basenie chociaż nie umiem pływać, albo zwiniemy zbroję Starka, albo wkurwimy Bannera, cokolwiek!
- Zayn, zwariowałeś. Lecimy!
Przeteleportowałam nas go jakiegoś klubu. Mutanci nie mogą się upić, więc piliśmy ile wlezie na konto Fury'ego. Wyszliśmy. Tak oto znaleźliśmy się w Stark Tower. Stanęliśmy za barem. Zayn przygotował drinki i wypiliśmy je duszkiem. Przyszła Pepper. Była zdziwiona widząc nas.
- Zayn? - spojrzała na Mulata. - Kim ona jest i co wy tu robicie do cholery o tej porze?
- Pepper, poznaj Jai, Jai poznaj Pepper. Przyszliśmy się napić i przynieść Starkowi jakąś zbroję. - odparł.
- Stark ma przy sobie zbroję. - odparła.
- Oj znasz go. Chciał jeszcze jedną, bo stwierdził, że się nudzi, to nas przysłał. - wzruszył ramionami.
- Zayn przecież, JARVIS działa na głos mój, lub Starka. Przykro mi, ale wam nie wierzę. - odparła. - Odejdźcie, proszę.
- Nie trzeba, Pepper. JARVIS, 2 zbroje, proszę. - zmieniłam się w Starka.
Na moim i Zayna ciele znalazły się 2 pancerze. Ekstra! To działa. Polecieliśmy. Pobawiliśmy się w mieście i wróciliśmy do bazy. Zdjęliśmy z siebie zbroje i weszliśmy do sypialni Starka
- Jak on słodko śpi... - zaśmiałam się.
- Trzymaj jeden marker. - rzucił mi pisak.
- Czas się stroić, Tony. - przygryzłam język.
Dorysowałam mu hitlerowski wąsik i jeszcze różne bohomazy na twarzy, Zayn zajął się tatuowaniem reszty ciała. Podobnie postąpiliśmy z resztą Avengersów prócz Avy. Nikt nie przeżyłby jej wybuchu...
Następnego dnia obudził mnie lekki ucisk na talii. Przekręciłam się i zobaczyłam Zayna tulącego się do mnie.
- Dobry, księżniczko. - cmoknął mnie w polik.
- Dobry, księżuniu. Gotów? - spytałam.
- Od urodzenia. - wstał.
Poszliśmy razem na śniadanie. Rozmawialiśmy, aż nagle weszliśmy na halę, gdzie byli zebrani wszyscy Avengersi. Zaczęliśmy się śmiać.
- Zayn! Jaisnavi! - wrzasnął Stark. - Wiem, że to wy! W dodatku zarąbaliście mi zbroje!
- Pozwolisz, że cię zacytuję: Nie bądź jeleń nie fikaj. Nie zarąbaliśmy ci ich, tylko pożyczyliśmy. Stoją w twoim pokoju w idealnym stanie. - odparłam.
- A co z moim kontem? Serio? Na minusie? Tak też się da? - spytał Fury.
- Najwyraźniej. Byliśmy strasznie spragnieni. - powiedział Zayn siadając na krześle.
- Super wąsiki. - zaśmiałam się
- Elo, co się dzieje? - wbiła moja bliźniaczka. - Co wy macie na tych ryjach?
- No co jak co, ale Jai jest świetną artystką. - zaśmiał się Zayn.
- Pjona, przyjacielu. - zaśmiałam się i przybiłam z nim high five.
- Gdyby nie fakt, że na was polują i jesteście cholernie potrzebne to nie wiem co wam bym zrobił. Jesteście nieobliczalne! - powiedział Fury.
- Przepraszam, powtórz jeszcze raz. Ten wąsik strasznie mnie rozprasza. - powiedziała Avalone.
- Musimy to kiedyś powtórzyć, ale dopiero wtedy kiedy Furyemu opadnie ciśnienie. - Szepnął mi na ucho Zayn.
- Masz to jak w banku. - opowiedziałam. - Na prawdę cię lubię, Zaynie Maliku. Jesteś godzien mojej uwagi. - dodałam cicho.
- Oddaję się w twoje ręce. - powiedział.
- Jakiś ty szalony. - zaśmiałam się. - Chodź.
Przeteleportowałam nas na dach jakiegoś drapacza. Położyłam się i spojrzałam na swojego towarzysza.
- Kładziesz się, czy będziesz stał jak taki debil? - spytałam.
Bez słowa ułożył się blisko mnie.
- Lubię patrzeć w gwiazdy. Wtedy czuję się wolna. Jakbym była zależna tylko i wyłącznie od siebie. I... Jakby nikt nie mógł mi nic zrobić. Po prostu jestem sama ze swoimi myślami... - uśmiechnęłam się patrząc przed siebie.
- Często tak pojawiasz się i znikasz na dachach? - spytał.
- Zawsze jak, któraś z nas miała jakiś problem uciekałyśmy na dach. Wtedy najłatwiej jest pomyśleć, przemyśleć różne rzeczy... Ja czasem częściej uciekałam na jakiś dach. Lubię patrzeć w gwiazdy. - odpowiedziałam.
- Są piękne, ale ja widziałem coś ładniejszego. - mruknął.
- Co? - spojrzałam na niego. On także patrzał na mnie. - Nie mów, że ja. Błagam cię.
- Szlag. Co by tu... Zachód słońca? - uśmiechnął się.
- Świetnie! Kiedyś mi pokażesz. - odparłam.
- Mam dziewczynę, Jaisnavi. - zaśmiał się.
- Wow... - westchnęłam. - I co ja mam z tym wspólnego?
- Zapraszasz mnie na zachód słońca. A właściwie, to chcesz, żebym ja cię zaprosił. - odpowiedział.
- Skoro masz dziewczynę to czemu chciałeś ze mną tu przyjść? - spytałam.
- Bo cię lubię.
- Ale masz dziewczynę.
- Strasznie mnie wkurwia ten fakt.
- Pogubiłam się.
- No nie?
- Jesteś zbyt skomplikowany. Zmieńmy temat.
Chłopak zastanawiał się chwilę, ale jednak po chwili odpuścił i już nic nie mówił. Jego telefon zadzwonił. Przeklął pod nosem i wstał. Odszedł spory kawałek zostawiając mnie samą. Był wściekły. Czułam to. Takie życie mutanta. Czujemy bardziej niż inni. Krzyczał, a nawet wrzeszczał, choć nie chciał. Dzięki swoim niezwykłym zdolnościom podsłuchałam rozmowę. Rozmawiał ze swoją dziewczyną. O wilku mowa... O cholera, zerwał z nią. Auć. Wrócił. Podniosłam się i spojrzałam na niego.
- Chodźmy się napić. - podciągnął mnie. - Nachlejemy się do granic możliwości, a później zrobimy coś szalonego.
- Co szalonego? - spytałam.
- Nie wiem! Pójdziemy nago pływać w jakimś jeziorze, czy basenie chociaż nie umiem pływać, albo zwiniemy zbroję Starka, albo wkurwimy Bannera, cokolwiek!
- Zayn, zwariowałeś. Lecimy!
Przeteleportowałam nas go jakiegoś klubu. Mutanci nie mogą się upić, więc piliśmy ile wlezie na konto Fury'ego. Wyszliśmy. Tak oto znaleźliśmy się w Stark Tower. Stanęliśmy za barem. Zayn przygotował drinki i wypiliśmy je duszkiem. Przyszła Pepper. Była zdziwiona widząc nas.
- Zayn? - spojrzała na Mulata. - Kim ona jest i co wy tu robicie do cholery o tej porze?
- Pepper, poznaj Jai, Jai poznaj Pepper. Przyszliśmy się napić i przynieść Starkowi jakąś zbroję. - odparł.
- Stark ma przy sobie zbroję. - odparła.
- Oj znasz go. Chciał jeszcze jedną, bo stwierdził, że się nudzi, to nas przysłał. - wzruszył ramionami.
- Zayn przecież, JARVIS działa na głos mój, lub Starka. Przykro mi, ale wam nie wierzę. - odparła. - Odejdźcie, proszę.
- Nie trzeba, Pepper. JARVIS, 2 zbroje, proszę. - zmieniłam się w Starka.
Na moim i Zayna ciele znalazły się 2 pancerze. Ekstra! To działa. Polecieliśmy. Pobawiliśmy się w mieście i wróciliśmy do bazy. Zdjęliśmy z siebie zbroje i weszliśmy do sypialni Starka
- Jak on słodko śpi... - zaśmiałam się.
- Trzymaj jeden marker. - rzucił mi pisak.
- Czas się stroić, Tony. - przygryzłam język.
Dorysowałam mu hitlerowski wąsik i jeszcze różne bohomazy na twarzy, Zayn zajął się tatuowaniem reszty ciała. Podobnie postąpiliśmy z resztą Avengersów prócz Avy. Nikt nie przeżyłby jej wybuchu...
Następnego dnia obudził mnie lekki ucisk na talii. Przekręciłam się i zobaczyłam Zayna tulącego się do mnie.
- Dobry, księżniczko. - cmoknął mnie w polik.
- Dobry, księżuniu. Gotów? - spytałam.
- Od urodzenia. - wstał.
Poszliśmy razem na śniadanie. Rozmawialiśmy, aż nagle weszliśmy na halę, gdzie byli zebrani wszyscy Avengersi. Zaczęliśmy się śmiać.
- Zayn! Jaisnavi! - wrzasnął Stark. - Wiem, że to wy! W dodatku zarąbaliście mi zbroje!
- Pozwolisz, że cię zacytuję: Nie bądź jeleń nie fikaj. Nie zarąbaliśmy ci ich, tylko pożyczyliśmy. Stoją w twoim pokoju w idealnym stanie. - odparłam.
- A co z moim kontem? Serio? Na minusie? Tak też się da? - spytał Fury.
- Najwyraźniej. Byliśmy strasznie spragnieni. - powiedział Zayn siadając na krześle.
- Super wąsiki. - zaśmiałam się
- Elo, co się dzieje? - wbiła moja bliźniaczka. - Co wy macie na tych ryjach?
- No co jak co, ale Jai jest świetną artystką. - zaśmiał się Zayn.
- Pjona, przyjacielu. - zaśmiałam się i przybiłam z nim high five.
- Gdyby nie fakt, że na was polują i jesteście cholernie potrzebne to nie wiem co wam bym zrobił. Jesteście nieobliczalne! - powiedział Fury.
- Przepraszam, powtórz jeszcze raz. Ten wąsik strasznie mnie rozprasza. - powiedziała Avalone.
- Musimy to kiedyś powtórzyć, ale dopiero wtedy kiedy Furyemu opadnie ciśnienie. - Szepnął mi na ucho Zayn.
- Masz to jak w banku. - opowiedziałam. - Na prawdę cię lubię, Zaynie Maliku. Jesteś godzien mojej uwagi. - dodałam cicho.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz