środa, 6 maja 2015

3. I have a plan: attack!

*Następny dzień, siedziba T.A.R.C.Z.Y* Jai's P.O.V.*
Gdy się obudziłam mojej bliźniaczki już nie było. Przetarłam dłońmi twarz i wstałam. Przebrałam się w ciuchy do treningu i wyszłam z pokoju. W drodze na halę treningową związałam włosy w kitkę. Drzwi się otworzyły. Avalone waliła w 10 razy większy od niej worek.
- Hej. - powiedziałam.
- Nie mogłam spać... - mruknęła.
- Jak w każdym nowym miejscu... - Odparłam.
- Niezła próba Howkeye. - Moja siostra złapała strzałę i rzuciła ją w kierunku ukrytego łucznika, po czym w locie wybuchła.
- Akuku! - Zrobiłam unik, a laser z działa Starka strzelił w ścianę.
- Opracuj nowy okrzyk.- mruknęłam zmieniając się w Hulka.
- Oo. - jęknął gdy chwyciłam go i zaczęłam nim rzucać.
W końcu wróciłam do swojej postaci.
- Jakieś pytania? - zmierzyłam go wzrokiem.
-No możemy im to zaliczyć... - usłyszałam głos agentki Romanov.
- Co to miało do cholery znaczyć?! - wkurzyła się moja siostra.
- Trening. Fury chciał was sprawdzić. - odparła. - Zdałyście test.
- Za chwilę ja go sprawdzę. - warknęła.
- Zayn i Harry wprowadzą was w kolejne etapy. Atak już zaliczyłyście. - ruda odwróciła się i wyszła.
- Boli bardzo? - spojrzałam na Starka.
- Po proszę whisky. - jęknął.
- Ta, nic mu nie jest. - Avalone szturchnęła go butem.
- Masz niezłego cela Ava. Strzelasz z łuku? - Barton zeskoczył na dół i podszedł do mojej siostry.
- Kiedyś się strzelało. - wzruszyła ramionami.
- Po treningu widzimy się w strzelnicy. - odparł i pomógł Starkowi wstać.
- OMG. Oni mają tu strzelnicę! Kocham to miejsce! - ucieszyła się moja siostra.
- Jak każde miejsce, gdzie możesz strzelać... - zaśmiałam się.
Skierowałyśmy się do innej sali. Na ringu stał jakiś Mulat oparty o liny. Drugi chłopak siedział i walił w dzwonek. Avalone za pomocą telekinezy zablokowała dzwonek, żeby ani drgnął.
- Jestem Zayn. - powiedział mulat. - Ten osioł co bawił się dzwonkiem to Harry.
- Jesteście z Anglii. - powiedziałam.
- Użyłaś swojej mocy? - spytał Harry.
- Nie. Rozpoznałam akcent Zacka. - odparłam.
- Zayna. - poprawił.
- Whatever. Nie dbam o to. - usiadłam na krześle.
- Jaka jest wasza historia? - spytał Harry. - Macie odziedziczone moce, czy nabyte? Niektórzy mutanci mają nabyte, czyli są po prostu wynikiem eksperymentu, jak Rogers, albo Barton, który nauczył się strzelać z łuku, a taka Romanov urodziła się z jej mocą.
- Jaką moc ma Romanov? - spytałam.
- Manipuluje ludźmi. Kiedyś nieźle wykryła Lokiego. On myślał, że to ona mu się spowiadała, a rzeczywistość była inna. - wyjaśnił Zayn. - A co z wami?
- Urodziłyśmy się z naszymi mocami, tylko późno się nam objawiły. - powiedziała Ava.
- A ty Jai jesteś w swojej postaci? - spytał Hazz.
- Co masz na myśli? - zdziwiłam się.
- Nie jesteś jedynym kameleonem na świecie. Jest jeszcze taka jedna, która nazywa się Raven. Nie trzyma z nami, tylko z tymi złymi. Mistrzyni w zabijaniu. Jej naturalna postać jest niebieska. Jak w Avatarze i ona się taka urodziła... - odpowiedział.
- Ja nie urodziłam się niebieska. Wyglądałam normalnie, a nie jak ufoludek. - odparłam.
- Co z tą Raven? - spytała Ava.
- No też jest kameleonem, ale nic po za tym. Ona nie może się we wszystkich zmienić. Ma ograniczone możliwości. Może wyglądać jak każdy człowiek, czy mutant  człekokształtny, ale nie może posiadać ich mocy. - powiedział Hazz.
- Ja zmieniając się w kogoś nabywam jego moce, zdolności, ale także wiem wszystko o tym kimś, wiem nawet to, czego ten ktoś o sobie czegoś nie wie. Później to zapamiętuję i później wykorzystuje... Wiedzieliście, że Barak Obama nadal śpi przy zapalonej lampce? -  rzuciłam.
- Byłaś Barakiem Obamą? - zdziwił się Zayn.
- Okradłyśmy Biały Dom. - mruknęła Avalone.
- Jakoś trzeba było radzić sobie w życiu. - wzruszyłam ramionami.
- A jak z wami? - spytała moja bliźniaczka.
- Ja urodziłem się superszybki, supersilny i cały super. - powiedział Harry.
- A ja mam moc swoich tatuaży. - dodał Zayn.
- Moc swoich tatuaży? - zdziwiłyśmy się.
- Żeby było śmieszniej to nie jest moc nabyta. Po prostu facet, który robił mi tatuaże nie mógł mi wydziarać niczego i po jakimś czasie moje komórki zaczęły ewoluować i tatuaże się też zmutowały. Jestem nietypowym mutantem. - uśmiechnął się uroczo.
- Nie pomyślałaś tego - przekazała mi w myślach moja siostra.
- Też mam taką nadzieję... - pomyślałam.
- Bierzmy się za ten trening. - powiedział Zayn.
- Jaisnavi na ring. - powiedziała siostra.
- Czemu ja?! - zdziwiłam się.
- Bo ja będę trenować z Harrym. - uśmiechnęła się i pchnęła mnie w kierunku ringu.
- Chodź Jai, nie gryzę. - Zayn chwycił mnie za rękę i wciągnął. - Pokaż na co cię stać.
Już po sekundzie leżał na macie. Jęknął z bólu i się podniósł.
- Bez mocy i sztuczek. - powiedział.
- Nie użyłam żadnej mocy, czy sztuczki. - odparłam.
- Mam plan. - rzucił.
- Ja też. Atak! - powtórzyłam serię uderzeń, ale ten robił uniki.
Uśmiechnął się cwaniacko i chwycił mnie szybko w talii i położył.
- I co? - zaśmiał się.
- Nie skończyłam. - wstałam.
- Dajesz mała. - odparł.
Kolejne uderzenia, w końcu padł. Zaśmiałam się i zeskoczyłam z ringu. Pokręciłam głową.
- Teraz z mocami. - powiedział pewnie Mulat.
- Jesteś samobójcą? - spytałam. - Wiesz, że przegrasz.
- Daj i szansę. - odpowiedział.
Dawał z siebie wszystko, a ja nawet się nie zmęczyłam. Kolejny upadek. Westchnęłam głośno.
- Jeszcze raz? - spytałam.
- Podziękuję. Może Harry da radę. - odparł.
- Stary podziękuję. Mnie już wszystko boli od patrzenia na ciebie. - odparł. - A po za tym dostałem wpierdol od Avalone.
- Biedny loczuś. - zaśmiałam się i przybiłam sobie piątkę z siostrą
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy