- Skąd? - pytam
- Kiedy zaciągnęłem się do armii właśnie tam nas trenowano. - Steve.
- Czyli jedziemy na wycieczkę.- ja.
- Na to wychodzi.- Rogers.
- Mogę pomóc.- Sam.
- Ava. Ja chcę żebyś tutaj została. - Steve.
- Co?- pytam oburzona
- Skarbie. Postrzelili cię dwa razy w ciągu kilku dni. Musisz odpocząć bo inaczej stanie ci się krzywda. Nie chcę cię stracić.- Steve
- A ja ciebie, a jesli coś ci się tam stanie?- pytam
- Nic mi się nie stanie. Przeżyłem nie takie rzeczy. - Steve całuje mnie na pożegnanie i wychodzą. Zostałam zupełnie sama. Postanowiłam skorzystać z laptopa naszego nowego przyjaciela i trochę powęszyć.
- Avalone. Odkryliśmy kilka ciekawych rzeczy. Możemy sie spotkać?- Usłyszałam głos Jais w swojej głowie. Podałam jej adres. Po jakimś czasie pojawiła się, ale bez Zayna.
- Gdzie Zayn? - spytałam.
- Spokojnie nic mu nie jest. Siedzieli nam na ogonie, więc się rozdzieliliśmy. - Jais
- Jesteś pewna, że nikt cie nie śledził?- pytam
- Czy ja cię kiedyś zawiodłam?- Pyta Jais. Po chwili dom Sama zaczynają ostrzelać. Próbowałam sie teleportowac, ale nie mogłam.
- Co jest grane?- pytam Jais.
- Nie moge używać moich mocy.- Jais. Chowamy sie za kanapą. Tak żeby w nas nie trafiono. Strzały ustają. Chciałyśmy sprawdzić o co chodzi. Jaisnavi poszła w stronę drzwi. Do środka wszedł strażnik. Nie mogłam użyć swoich mocy, wiec kiedy wycelował w Jais po prostu osłoniłam ją. Kula trafiła bardzo blisko poprzedniej rany postrzałowej na brzuchu. Upadłam na ziemię.
- Bierzcie je.- Żołnierz. Jais zakuli w kajdany, a mnie podnieśli z ziemi i zaniesli do samochodu. Nie stawiałam oporu bo nie miałam siły. No i nadal nie mogłam używać mocy. Było z nami dwóch strażników. Mieli na głowie hełmy.
- Ona sie zaraz wykrwawi. - Jais. Jeden ze strażników wyjął nóż. Cholera Jaisnavi! Jednak ku mojemu zdziwieniu strażnik dźgnął drugiego. Zdjął hełm.
- Hill ty cwana bestio.- mowie do dziewczyny.
- Nie mamy czasu. - Hill zaczeła laserem wycinać podłogę tak abyśmy mogły wyjść. Dziura była juz gotowa.
- Jeszcze chwila.- powiedziała i chwile pózniej dała znak. Wyskoczyliśmy z samochodu. Chwile pózniej podjechał kolejny.
- Wsiadajcie.- Hill.
- Nie mam siły.- Wzdycham ciężko. Straciłam zbyt dużo krwi. Jais pomogła mi sie podnieść i wsiąść do samochodu.
- Jeszcze chwile. Proszę wytrzymaj.- Jais. Wiedziałam o tym, że jesli nie wytrzymam to ta idiotka przekaże mi swoją moc życiową zabijając siebie, więc starałam się miec oczy otwarte i jak najmniej krzyczeć z bólu. Kiedy dojechaliśmy na miejsce wyszło nam naprzeciw kilku żołnierzy. Znałam ich z widzenia z tarczy. Dwóch pomogło mi dojść do budynku.
- Zabierzcie ją do gabinetu. - Rozkazala Hill. Chwile później byłam już na stole i wyjmowali pocisk. Kiedy go wyjęli krew zaczęła tryskać z rany. Zrobiło mi się słabo.
- Nie wpuszczajcie tutaj Jaisnavi.- powiedziałam i straciłam przytomność. Poczułam ulgę. Złożyłam swoje życie w ręce innych. Nie czułam już nic. Czy tak wygląda śmierć? Nie pozwoliłam Jais aby weszła. Jesli mam umrzeć to to sie stanie nawet jesli mnie uratuje. W tym wszystkim nie pomyślałam tylko o jednej osobie. O Rogersie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz